wtorek, 5 czerwca 2018

Islandia cz.3


    To już ostatni post z wyjazdu na Islandię- podsumowanie kilku praktycznych informacji. Hehe od razu widać, że porządnego blogera ze mnie nie będzie, bo napisanie trzech postów zajmuje mi miesiąc :-)


Informacje praktyczne:


Język:


    Islandczycy dobrze mówią po angielsku. W miejscach turystycznych  pracuje bardzo wielu obcokrajowców i nie ma nic dziwnego w tym, że barman, kelnerka czy pani w biurze turystycznym będą świetnie mówić po angielsku, a w nawet po polsku.


Jedyna restauracja, w której podczas całego tygodnia obsługiwała nas islandzka kelnerka :-)




Samochód:

 
    Islandię najlepiej zwiedza się swoim środkiem transportu co oznacza, że coś trzeba pożyczyć. Oczywiście wszystko zależy od tego w ile osób jedziemy. Popularne pojazdy to campery i vany przerobione na auta do spania. Z pewnością czym bardziej w sezonie i czym cieplej tym zmienia się to, czym będzie się nam wygodnie poruszać. Jeżeli jedziemy w chłodnym miesiącach to polecałabym jednak dobre auto niż np campera. Napęd na 4 koła i większy prześwit baaaaardzo się przydają. Oferta wypożyczalni jest duża, mimo wszystko warto zarezerwować auto zaraz po wykupieniu biletów lotniczych.


Rejs z obserwacją wielorybów:

    Cena rejsu to ok. 10000 ISK czyli około 300 zł. W zasadzie wszystkie firmy w Husavik oferują wycieczki w tych samych cenach, dlatego nie trzeba specjalnie szukać alternatyw w internecie. Różnica polega jedynie na różnych godzinach rejsu. Wycieczka mniejszą łodzią motorową jest dwa razy droższa, ale znowu cena w różnych firmach jest zbliżona. Rejs trwa trzy godziny, a oferowana w cenie gorąca czekolada i słodka bułeczka serwowane są w drodze powrotnej, dlatego warto spakować ze sobą wodę, termos z herbatą i coś do przegryzienia. Na rejs koniecznie trzeba ubrać się ciepło. Proponuję ubrać się tak, żeby się nam wydawało, że już będzie ok po czym...dołożyć jeszcze warstwę. Na łódce otrzymuje się specjalne kombinezony, ale na morzu serio może być bardzo zimno. Proponuję też wysmarować twarz kremem z dobrym filtrem i zabrać coś wodoodpornego na telefon i aparat.
A i zapomniałabym- rejs koniecznie trzeba zarezerwować wcześniej (nam wystarczyły 2 dni, ale w sezonie może być gorzej).





Błękitna Laguna- Blue Lagoon:

     Zdecydowanie polecam to miejsce. Jeżeli planujemy wycieczkę objazdową, można Blue Lagoon zostawić sobie na koniec. Jest to bardzo przyjemne i odprężające doświadczenie. Bilet do Laguny należy zarezerwować i opłacić wcześniej. Bilet obowiązuje na konkretną godziną, ale nie ma limitu czasu, jaki możemy spędzić w obiekcie. W najtańszym bilecie mamy zapewnione ręczniki oraz 1 dowolny napój (tak, można wypić szampana :-)  ). Bar z napojami jest bezpośrednio w basenie. W cenie wstępu jest także maseczka z glinka. Polecam skorzystać. W łazienkach dostępne są kosmetyki do mycia, balsam do ciała, szampon i odżywka do włosów. Polecam jednak zabrać swoją odżywkę, ponieważ po tej glinkowej baaaaardzo ciężko rozczesać włosy (szczerze to dopóki nie dojechałam do mieszkania miałam na głowie dredo-strąki). Koszt wstępu do Lagoon zaczyna się od ok. 7000 ISK

https://www.bluelagoon.com/




Noclegi


   Baza noclegowa jest dobrze rozwinięta, ale trzeba być przygotowanym na dość wysokie ceny. My zwiedzaliśmy Islandię poza sezonem więc mieliśmy duży wybór także wśród tańszych miejsc, a te normalnie drogie mogliśmy wynająć w korzystniejszych cenach.
Choć sama uwielbiam spać w namiocie nie zdecydowałabym się na to na Islandii w maju (bardzo silne wiatry). Jeżeli już to wybrałabym spanie w samochodzie.


Płatności:

     Waluta w Islandii to Korona Islandzka. Jeżeli chcemy najszybciej przeliczyć ceny islandzkie na polskie możemy kwotę w ISK podzielić przez 3 (trochę naciągnięte, ale jak pisałam jest to najszybszy sposób orientacyjnego przeliczenia). Nie ma sensu kupowania waluty w Polsce- jeżeli lubimy operować gotówkę możemy ją wypłacić w bankomacie (choćby na lotnisku). Warto jednak sprawdzić warunki korzystania z karty płatniczej, którą posiadamy, ponieważ na Islandii praktycznie za wszystko i wszędzie można płacić kartą.





Jedzenie:


    Islandzkie supermarkety są dobrze zaopatrzone, można nawet kupić polską żywność. Kuchnia islandzka opiera się na baraninie i rybach. Ja uwielbiam i jedno i drugie więc czułam się jak w Raju. Osobiście nie przepadam za owocami morza z gorących wód (np Morza Śródziemnego), natomiast jestem fanatyczką ryb pochodzących z zimnych mórz. Na Islandii zajadałam się zupami rybnymi, bo do ich przyrządzenia konieczne są wysokiej jakości, świeże produkty, a to na Islandii nie jest problemem.
Dobra informacja dla tych, którzy nie lubią ryb ani baraniny- we wszystkich restauracji serwowane są burgery wołowe, kanapki z kurczakiem, frytki i inne "uniwersalne" dania. Każdy znajdzie coś dla siebie.




Gorące źródła


     Jest ich baaaaardzo dużo. Część posiada infrastrukturę i jest płatna, ale możecie znaleźć też dużo takich miejsc na dziko. Po internecie i przewodnikach krążą mapy gorących źródeł Islandii. My skorzystaliśmy z dzikiego Landbrotalaug. Polecam skorzystać i powiem Wam, że czym zimniej na zewnątrz tym kąpiel w takim źródełku jest przyjemniejsza. U nas było koło 2-3 stopni , a woda? Chyba koło 40...




Konie:


    Są wszędzie! Wiedziałam, że na Islandii jest ich dużo, ale nie wyobrażałam sobie, że aż tyle! ardzo wiele farm oferuje przejażdżki i konne zwiedzanie fragmentów wyspy. Myślę, że o ile pogoda pozwoli to warto spróbować tej formy zwiedzania.






Reykjavik:


    Miasto jak miasto, jak każde nowe miejsce było dla mnie ciekawe, ale nic poza tym. Zdecydowanie wolałam dzikie zakątki Islandii i małe osady i miasteczka na północy.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz