środa, 11 października 2017

Jak upiec chleb "na oko"?

     Gdy po raz pierwszy pojawił się temat zamieszkania w małej, norweskiej miejscowości jedną z rzeczy, która przerażała mnie najbardziej z tych mniej poważnych of course był temat pieczenia chleba. Zauważyłam, że robią to tutaj wszyscy i to nie tylko czasem, hobbystycznie, ale normalnie na co dzień, dla całej rodziny. Owszem- sklep jest i chleb w nim sprzedają, ale po pierwszej próbie jedzenia tego chleba stwierdziłam, że to żadna alternatywa.

Przepisy, które znajdowałam na internecie (na polskich stronach), albo były skomplikowane, zabierały dużo czasu i pracy, albo średnio pasowały do tutejszych warunków i tego co jest na sklepowych półkach. Pozostało jedynie podpatrzeć jak to robią miejscowe gospodynie.




Dwa bochenki chleba:

około 1 kg mąki
1 l płynu
50 g drożdży
łyżka oleju
łyżeczka cukru
łyżeczka soli
opcjonalnie: słód chlebowy
opcjonalnie dodatek zakwasu (może być suszony)


Płyn:

Celowo napisałam "płyn" bo mamy kilka opcji. Można użyć mleka, można użyć mieszanki kwaśnego mleka/kefiru/maślanki i wody (proporcje pół na pół), a można po prostu wody. Osobom, które nie mają problemów z laktozą polecam szczególnie zastosowanie jak najświeższego, tłustego mleka- chleb będzie delikatniejszy i bardziej puszysty.

Mąka:

Napisałam około 1 kg dlatego, że każda mąka jest inna i inaczej łączy się z płynem. Podchodząc do przepisu w ten sposób mamy "zaokrąglone" proporcje i po prostu obserwujemy jak ciasto zachowuje się podczas wyrabiania. Możemy używać dowolnych mąk lub mieszanek chlebowych.

Składniki opcjonalne:

Można ale nie trzeba. Osobiście lubię je dodawać, chleby wydają mi się smaczniejsze, chrupiące i bardziej puszyste w środku. Niestety nie mam czasu bawić się zakwasem (poza tym kilka prób tuta w Norwegii zakończyło się udanym pierwszym zakwasem i pleśnią na reszcie), dlatego posiłkuję się kupnym, suszonym. Słód zazwyczaj  ciemny.

Wyrabianie:

Drożdże wraz z cukrem dodaję do płynu. Trzeba pamiętać, aby płyn był ciepły, ale nie przekraczał 40 stopni (dla bezpieczeństwa użyjmy temp. pokojowej, chodzi o to, żeby drożdże zadziałały). W dużej misce mieszam różne mąki, sól, czasem dodaje składniki opcjonalne (nie więcej jak łyżkę).  Ciasto wyrabiam mikserem (śruby). Powinno być klejące, luźne. Takie jeszcze jakby nie gotowe ciasto- wymieszane ale zbyt miękkie, aby uformować bochenek wykładam na blat posypany dużą ilością mąki i stopniowo wyrabiam dopóki nie przestanie się odklejać od ręki. Smaruję całą kulę ciasta mąką i odkładam do dużego naczynia do wyrastania (stawiam w ciepłym miejscu, przykryte ściereczką). Powinno tak postać ok. 1 godziny i w tym czasie dwukrotnie zwiększyć objętość.


Po tym czasie ciasto wyrzucam znowu na blat i ponownie wyrabiam ciasto, tak, żeby w pewnym sensie zniszczyć efekt wyrastania. Formuję 2 bochenki lub bagietki, bułki czy na co tam  mam w danym momencie ochotę.  Odstawiam do ponownego wyrastania na 40 minut.
Piekę na najniższej półce piekarnika, w temp. 180 stopni: chleby 40 minut, bułki 25-30 minut.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz