środa, 17 lutego 2016

Zawody sylwetkowe- tak czy nie

      Temat startu w zawodach sylwetkowych pojawiał się i znikał od dłuższego czasu. Wielokrotnie byłam pytana o plany startowe i nie będę ukrywać, że sama zaczęłam się nad tym zastanawiać. Wcześniej ewentualne plany i przygotowania kolidowały dość mocno z moimi wyjazdami do Norwegii, ale zeszłą jesień i całą obecną zimę spędzam w Polsce, dlatego też perspektywa zawodów stała się bardziej wyraźna. Postanowiłam nawet spróbować swoich sił i wzięłam udział w konkursie Fitlook, do którego przygotowywałam się w podobny sposób, w jaki robi się przed zawodami fitness.

 Jako uczestniczka konkursu spotkałam wiele dziewczyn, które miały już za sobą starty w zawodach oraz wiele, które konkurs traktowało jako rozgrzewkę przed Debiutami PZKFiTS. Sama byłam też pytana i namawiana do wystąpuenia w tym wydarzeniu. Wzięłam nawet udział warsztatach Bikini Fitness z elementami pozowania. Czułam, że jestem o krok od podjęcia decyzji "na tak" , wzięłam głęboki oddech i postanowiłam, że ....tego nie zrobię :-)


Zdjęcie z konkursu Fitlook


   Od razu podkreślam, że to co napisałam poniżej tylko moje własne, osobiste przemyślenia i dotyczą mojej osoby. Nie krytykuję nikogo, kto startuje w zawodach sylwetkowych i dodam, iż jestem pełna podziwu dla wyrzeczeń i reżimu, którego przestrzegają w celu spełnienia swoich planów i marzeń.



Jakie są moje argumenty "na nie"?


  • Startowanie w zawodach sylwetkowych wymusza pewnego rodzaju sezonowość. Są okresy budowania masy mięśniowej i okresy redukcji, sezon startowy i czas większego luzu. Mnie chyba zdecydowanie odpowiada większa dowolność, ale jednocześnie równowaga. Ćwiczę i jem podobnie przez cały rok. 

  • Kocham wysiłek i pokonywanie własnych  słabości- chcę podnosić więcej, biegać szybciej, czuć się odporniejszą i bardziej wytrzymałą. Nie chcę ograniczać się do trenowaniu dla sylwetki. Pamiętam jaka zmęczona czułam się na krótkiej redukcji przed Fitlookiem i jak źle mi z tym było. Kolejne kilo na sztandze, dodatkowe podciągnięcie czy lepszy czas w biegach dają mi o większą satysfakcję niż bardziej lub mniej widoczna kratka na brzuchu. Nie negują ćwiczeń dla sylwetki, ale nie to jest moją motywacją do aktywności fizycznej.


Sylwetka jako efekt uboczny treningów dla poprawy sprawności, siły i kondycji- tak! Trening tylko pod kątem sylwetki- nie!




  • Dieta i te nieszczęsne pudełka. Lubię jeść i lubię jeść zdrowo. Cenię też sobie swobodę. Mierzenie, ważenie , liczenie czasem bywa zabawne, ale kiedy nie można sobie pozwolić na odstępstwa- zabawa się kończy. Pamiętam jak na redu mąż kilkakrotnie zapraszał mnie na romantyczną kolację, a ja z powodu konieczności liczenia składników zmuszona byłam odmawiać.

Zdrowe jedzenie tak, liczenie makroskładników-nie


  • Nauczyłam się, że sport i rekreacja to nie to samo i sport niekoniecznie musi być zdrowy. Mam jednak wrażenie, że negatywne działanie na zdrowie celem osiągnięcia odpowiedniej formy scenicznej to nie kierunek, w którym chciałabym podążać. Mam niedoczynność tarczycy, Hashimoto, ale w miarę jestem w stanie trzymać swoje hormony w ryzach. Czy jest sens ryzykować? Z mojego punktu widzenia- nie ma.

  • Temat stosowania przez zawodniczki niedozwolonych środków. Nie będę go rozwijać ani komentować.

  • Miałam w planie potraktować zawody jak przygodę, spróbować choć raz jak to jest. Ale scena ponoć wciąga----> patrz 2 wcześniejsze punkty.

  • Nie jestem i nie zamierzam być trenerem, nie planuję profesjonalnego związania ze sportem. Mam wymagającą, dość mocno stresującą pracę, kompletnie nie związaną ze sportem. Wkomponowanie w mój harmonogram przygotowań do zawodów nie jest niemożliwe, a pytanie co z moim życiem? Co z wolnym czasem? Co z moją rodziną? Domem? Marzenia są warte poświęceń, ale trzeba ustalić priorytety.

Intensywny dzień w górach zamiast "robienia" nóg czy barków? Jasne

  • "W sportach sylwetkowych dziewczyna może poczuć się księżniczka". Ale przecież jak księżniczka można się poczuć w innych sytuacjach i wykorzystywać najdrobniejsze okazje do założenia ładnej sukienki, makijażu itp. Warto dbać o siebie i czuć się kobieco na co dzień, a nie tylko dla wyjścia na scenę.

  • Ocena sędziów zawsze jest subiektywna- mięśnie mięśniami, proporcje proporcjami, ale każdej osobie może spodobać się inna zawodniczka. Czy na prawdę chcę być oceniania w ten sposób? Cały wysiłek, trud, pot i łzy wystawione do oceny "podoba mi się/nie podoba mi się"...Oczywiście można startować tylko i wyłącznie dla siebie, ale czy na prawdę człowiek jest się w stanie tak odciąć i zdystansować do oceny sędziów?

  • W zawodach narciarskich, w których brałam udział liczy się czas, w którym przebiegnę daną ilość kilometrów. Jeżeli będę dobrze trenować przez cały rok to poskutkuje to dobrym rezultatem, którego nikt nie zakwestionuje. 


Bieg Wazów, Tjejvasan 2015, 30 km stylem klasycznym



  • Występ w zawodach sylwetkowych to spory wydatek i pieniądze te wolę przeznaczyć na inne rzeczy. 

  • Sport jest czymś tylko dla mnie; jest moim hobby, pasją, metodą na odstresowanie, spędzenie wolnego czasu, utrzymanie dobrej kondycji. I tyle :-) Owszem startowałam (i mam nadzieję na starty w przyszłym sezonie) w zawodach narciarskich, ale traktuję je jako osobisty wyznacznik swojej formy, a przy okazji świetną zabawę, okazję do poznania nowych ludzi i dodatkowy punkt do motywacji treningowej.

  • Niestety podczas przygotować do konkursu Fitlook zauważyłam działanie podobnych mechanizmów psychicznych, jakie funkcjonują u osób z zaburzeniami odżywiania. W przeszłości chorowałam na anoreksję więc wiem dobrze z czym to się je. Sprawdzanie formy, obserwowanie codziennie jak ciało się zmienia, panika, gdy coś idzie wolniej niż powinno. Przypomniały mi się czasy gdy byłam chora i obsesyjnie skupiałam się na wyglądzie i spadku wagi. Nie ma w tym absolutnie niczego przyjemnego i  nie chcę tego więcej przechodzić.




1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawy, szczery wpis, dający dużo do myślenia.

    OdpowiedzUsuń