wtorek, 2 lutego 2016

Biegówki moje kochane

     Jednym z moich  ulubionych sportów, o ile nie "najulubieńszym" jest bieganie na nartach.
Niewątpliwie to zamiłowanie ma związek z tym, że przez kilka lat przeważnie całą zimową część roku spędzałam w Norwegii. A w Norwegii praktycznie każdy umie biegać na nartach, a biegówki są sportem narodowym.

    Początki były trudne. W tamtym czasie mało ćwiczyłam, nie miałam kondycji i nigdy wcześniej żadnej styczności z nartami. "Dobre" bieganie na nartach wymaga opanowania techniki, balansu siły oraz niezłej kondycji. Pamiętam swoją pierwszą narciarską wycieczkę; w ponad dwie godziny przedreptałam zaledwie 7 kilometrów. Totalna klapa.Narty szybko poszły w odstawkę... do czasu.

    Zimowe miesiące dłużyły mi się bardzo, przyzwyczajona do miasta i wygody jakie daje w kwestii zabicia wolnego czasu, nie mogłam sobie znaleźć żadnego zajęcia. I tak wyjęłam z szafy narty. Trochę uporu zaowocowało szybkimi rezultatami, zaczęłam "chwytać" technikę, poprawiłam kondycję oraz nabrałam motywacji do dalszego działania.





Pierwsze kroki na nartach nie należały do najłatwiejszych :-)


Próba sił

     Pierwszym mini-sukcesem był start w lokalnych zawodach narciarskich. Zawody te są przez część osób traktowane dość poważnie, ale dla wielu są po prostu świetną zabawą, okazją do spędzenia czasu z bliskimi, z plecakami na plecach wyruszają na trasę całymi rodzinami, zabierając nawet kilkuletnie dzieci. Trasa o długości 21 km przebiegała przez szczyt niewielkiej góry (800 m n.p.m). Moje tempo nie było zawrotne, ale patrząc przez pryzmat czasu, jaki miałam na naukę tego sportu i poprawę własnych możliwości, 2 h 10 min to wspaniały wynik.




Idąc za ciosem



  ...skusiłam się spróbować swoich sił w największym na Świecie biegu narciarskim dla kobiet- Tjejvasan, odbywającym się w Szwecji podczas tygodnia Biegu Wazów. Impreza ta jest bardzo dobrze znanym i prestiżowym wydarzeniem, a bilety na poszczególne biegi są wyprzedane po kilku minutach od pojawienia się w sieci.


   Nigdy wcześniej, nawet w podstawówce, nie brałam udziału w żadnych zawodach sportowych. Zawsze byłam za mała, za słaba, na WFach nikt nie chciał mnie w swojej drużynie. Nie chodziło mi o to, że komukolwiek cokolwiek udowadniać. Nadrzędnym celem tego co robiłam było po prostu spróbowanie własnych sił i możliwości, świetna zabawa i zrobienie czegoś co sprawiało mi radość pomimo głosów pt "a daj sobie spokój, przecież to nie dla Ciebie".
Pierwsze zawody w wieku 30 lat, why not?





Pierwsze w życiu, prawdziwe zawody sportowe



     Zanim wystartowałam w moim docelowym biegu, postanowiłam przetestować swoją formę w mniejszych zawodach. Chciałam poczuć adrenalinę, potrenować rozkładanie sił i walkę z własną głową. W połowie lutego 2014 pobiegłam na zawodach Jamtkraft. Choć bieg był trudny technicznie (męczące podbiegi), a tego dnia mróz naprawdę dawał w kość, ukończyłam go zadowolona z wyniku. Byłam gotowa na następny krok!



Pierwsze, prawdziwe zawody narciarskie w życiu, Jamtkraft Skimaraton w Ostersund, w Szwecji, 18 km stylem klasycznym




Tjejvasan- Bieg Wazów dla Kobiet



     Co za niesamowite przeżycie!
Prawie 10 000 kobiet w różnym wieku, które wspólnie biegną 30 km na nartach. Wspaniała atmosfera, pozytywna energia i te emocje, których nie da się opisać słowami. I tyle wątpliwości! Czy dam radę? Czy moje narty są dobrze przygotowane? Czy uda mi się osiągnąć zadowalający czas? 
Bieg ukończyłam z czasem 2.14.46 :-) 





Zobacz nagranie z ostatniego Biegu Wazów dla Kobiet 28.02.2015
 (angielskie napisy)


     

     Dzięki temu wynikowi w kolejnych zawodach, rok później, zaczynałam w II grupie startowej, która startuje razem z elitą. Kto by się tego tego spodziewał? Wokół mnie Norweżki i Szwedki biegające na nartach od dziecka, dziewczyny,  które trenowały narciarstwo i miały z tym sportem wiele do czynienia przez całe życie. I ja; osoba biegająca na nartach 3 sezon, kiedyś ponoć bez predyspozycji do żadnego sportu...
Poziom był zdecydowanie wyższy, większe tempo od samego początku i  niestety gorsze warunki śniegowe. Ale także i tym razem dałam z siebie maks i udało się! Pchałam całe 30 km na nartach bez smarów :-) Metę w miejscowości Mora minęłam z czasem 2 h 7 min, co dało mi 581 miejsce na prawie 10000 zawodniczek!
   


30 km stylem klasycznym z czasem 2.07, 581 miejsce na prawie 10000 startujących
.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz