sobota, 21 listopada 2015

Po-fitlookowe podsumowanie

      Emocje związane z udziałem w konkursie Fitlook powoli opadają, czas więc na spokojne przeanalizowanie procesu przygotowań i występu oraz obranie nowych kierunków działania.


 


       Pomysł uczestnictwa w konkursie wziął się poniekąd z czystej ciekawości, chęci spróbowania czegoś nowego i zdobycia kolejnych doświadczeń. Przyznaję też, że chciałam spełnić  marzenia małej Karolinki  i mieć swoje 5 minut jako gwiazda :-)  Bo tak naprawdę jako dziecko byłam zawsze najmniejsza i  zawsze nieśmiała. Stałam z tyłu i nie miałam odwagi żeby chwalić się swoimi umiejętnościami, czegokolwiek by one nie dotyczyły.
Tym razem stwierdziłam- koniec! Nie ma czego się bać i czas robić to o czym marzę i co sprawia mi radość.



   Wiedziałam, że w  konkursie Fitlook "mocniejsze", bardziej muskularne sylwetki są raczej gorzej oceniane, bo nie to jest tam poszukiwane. Jest to konkurs na fitness modelki i modeli co automatycznie sprawia, że większą szansę mają wyższe, smuklejsze kandydatki. Nie ma też potrzeby stosowania podobnych przygotowań jak do zawodów typu bikini fitness. Mimo tego właśnie na takie bardziej zaawansowane metody się zdecydowałam. Zależało mi, aby zobaczyć jak to jest i udowodnić sobie, że sporty sylwetkowe nie są dla mnie, jednocześnie chciałam sobie pokazać, że mam odwagę wystąpić pomimo tego iż wiem, że nie mam szans na zwycięstwo. Taki trening dla psychiki :-)
Dodam, że bardzo wiele osób namawiało mnie do startu w zawodach sylwetkowych, tym bardziej chciałam mieć argument- "nie, ja się do tego nie nadaję" :-)


***


        Początkowe fazy przygotowań były dla mnie mocno stresujące i przyznam szczerze- drażniące. Nie byłam przyzwyczajona do ważenia jedzenia, nie radziłam sobie z liczeniem makroskładników, dobijał mnie fakt, że mogę wykonywać tylko ściśle określone treningi. W całym nawale pracy i codziennych obowiązków, dodatkowe czynności związane z gotowanie zabierały mi dużo czasu przez co czułam się związana pomiędzy pracą, treningami i gotowaniem. Zero normalnego życia. Nie do końca wierzyłam też, że te wszystkie działania wpłyną na moją sylwetkę w pozytywny sposób.  W tamtym czasie miałam bardzo dość dużo problemów w życiu zawodowym, przeżywałam  też chorobę i śmierć bardzo bliskiej mi osoby. Było mi bardzo, bardzo ciężko i momentami zastanawiam się jakim cudem dałam sobie radę z tym wszystkim.
Choć może to właśnie sport i przygotowania do konkursu pomogły mi poradzić sobie z osobistymi problemami, stanowiły odskocznię od codziennych stresów.


     Z czasem  zaczęłam jednak całkiem dobrze ogarniać kwestie diety i muszę przyznać, że zaczęło mnie to nawet bawić. Nauczyłam się liczyć składniki, wypracowałam swoje posiłki i triki, dzięki którym całe to ważenie, gotowanie i pakowanie do pudełek stało się mniej pracochłonne. Zauważyłam poprawę kondycji i samopoczucia- nie zdarzało mi się żebym chodziła głodna, że nie miałam czasu na przygotowanie posiłku, że zasiedziałam się w pracy i nie miałam kiedy i gdzie zamówić obiadu. Dzięki przygotowywaniu posiłków wcześniej, byłam gotowa na cały następny dzień, jadłam dużo i regularnie.
Zastanawiasz się jak przeżyłam bez słodyczy i czy było ciężko? Było. Bywały dni, kiedy myślałam o czekoladzie, piątki wieczorem gdy znajomi zapraszali mnie na kolacje do restauracji, a ja musiałam sobie tego odmawiać. Ale wszystko siedzi w naszej głowie- grunt to skupić się na celu do jakiego dążymy.
W temacie treningów też zaczęłam się lepiej czuć co akurat było związane ze zwiększeniem ilości cardio- po prostu nie mogłam już narzekać na treningowy niedosyt.



   Ostatnie dwa tygodnie przed konkursem były już trochę słabsze. Czułam zmęczenie, spadek siły na treningach, zaczęło mnie łamać przeziębienie i stres. Ale do konkursu zostało już wtedy tylko kilka dni, jedyne co mogłam zrobić to po prostu spiąć się na maksa i zrealizować to, do czego przygotowywałam się przez kilka tygodni.



Konkurs




     Co za niesamowity dzień! Bardzo stresujący, ale pełen pozytywnych emocji, podekscytowania i radości, że osiągnęłam zamierzony cel. Wiedziałam, że z moim wzrostem i figurą nie mam szans na bycie fitness model, ale jak napisałam wcześniej- nie to było moim zamierzeniem. Same przygotowania dały mi bardzo dużo. Nauczyłam się wiele o sobie, o reakcjach swojego ciała i swojej psychiki, a na moim koncie pojawiło sie nowe doświadczenie.








     Gdyby ktoś rok czy dwa lata temu powiedział mi, że wystąpię w takim konkursie chyba uznałabym go za niepoczytalnego. Teraz kolejny raz udowodniłam sobie, że jeśli czegoś chcesz to możesz to osiągnąć. Człowiek sam sobie wyznacza granice mówiąc "nie dam rady", "to nie dla mnie", "nie nadaję się do tego", "nigdy mi się nie uda".



      Samego konkursu w sobie opisywać i komentować dokładnie nie będę- dobra organizacja, świetna atmosfera, szansa na przeżycie przygody, poznanie nowych ludzi. Jeżeli ktoś się zastanawia nad udziałem to jak najbardziej polecam, ale radzę nie patrzeć na ten konkurs w kategoriach "konkursu/zawodów sylwetkowych". To całkiem inny rodzaj imprezy i czego innego wymaga się od uczestników.


    Zdecydowanie nie żałuję podjęcia decyzji i wzięcia udziału w Fitlook'u. Bardzo się cieszę, że przezwyciężyłam swoje lęki, kompleksy, słabości. Pomimo braku jakiegokolwiek przygotowania scenicznego, nauki pozowania, chodzenia na szpilkach itp nie dałam się stresowi i zaprezentowałam przed jurorami i publicznością. Nie tylko pokonałam stres, ale i odkryłam, że  występ na scenie sprawił mi przyjemność, a całe wydarzenie było świetną zabawą.


   Co będzie dalej- nie wiem. Kolejnym wydarzeniem sportowym przede mną jest kobiecy Bieg Wazów na 30 km  (narty biegowe), który odbędzie się 27 lutego.  Na chwilę obecną nie wiem jeszcze czy ze względów logistycznych uda mi się wystartować, ale bez względu na to ruszam pełną parą z przygotowaniami.
Ponowny występ na scenie, tym razem w zawodach sylwetkowych, jest niewątpliwie kuszącą opcją, ale czy się zdecyduję- czas pokaże.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz